• Wpisów:127
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:23
  • Licznik odwiedzin:34 371 / 3140 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nigdy nie byłam wystarczająco silna... Nigdy nie potrafiłam walczyć o swoje... Nie lubiłam prosić ludzi o pomoc, chociaż z łatwością o tym mówiłam i z wielką łatwością ich wykorzystywałam. Bez wyrzutów sumienia...ale wykorzystywać to co innego niż prosić, bo kiedy o coś prosisz ukazujesz swoją słabość, swoją nieporadność życiową, ja nie chciałam żeby postrzegali mnie jako marna, niepotrafiącą sobie poradzić...W dzisiejszych czasach musisz być piękna,mądra, inteligentna, kreatywna z pasją i marzeniami, pomysłem na siebie... Spełniać się i wykorzystywać każdy dzień na 101%... Nie możesz się przyznać że jest źle, że nie wiesz co masz ze sobą zrobić, że brak Ci sensu... Tak nie robią wartościowi ludzie... Musisz każdego dnia udowadniać swoją wielkość... Inaczej wypadasz z gry... należysz do tych szaraków którym się nie udało, bo nie umieli walczyć o własne marzenia, nie potrafili wierzyć w siebie. Bo Ci którym się udało z uporem i siłą, maniakalnym przekonaniem że im się uda, szli za ciosem pokonując wszelkie słabości i przeciwności losu...Kiedy chcesz należeć do lepszej części społeczeństwa, obracać się w określonym towarzystwie, kiedy lubisz blichtr i splendor... Luksusowe ubrania, gadżety, dalekie podróże... Życie na 101%... Musisz zapierdalać, bo ciężka praca da Ci życiu satysfakcję i szczęście...Znajdź cel i realizuj go, rób to co kochasz- tak mówią... A ja mała,zagubiona dziewczynka, chciałabym żeby mi się udało,chciałbym robić coś co każdego dnia będzie mi dawało kopa żeby wstać z łóżka i robić wielkie rzeczy, a potem zasypiać zmęczona ale z uśmiechem na ustach, że znowu odwaliłam kawał dobrej roboty... A co jeśli to wszystko nieprawda?? Nie ciężka praca,wiara w siebie... Co jeśli po prostu życie i to jak toczy się nasze życie, uwarunkowane jest tym kogo spotykamy na swej drodze...Niektórym całe życie się coś udaje, spotykają ludzi którzy ich inspirują,pomagają finansowe,albo chociażby swoją pozycją, dają siłę... Wpływowi rodzice,partnerzy,przyjaciele i znajomi,bywanie w odpowiednich miejscach o odpowiednim czasie...Kreują ich na kogoś kim naprawdę nie są, i z dnia na dzień jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko staje się proste... Sny które wydawały się bajką, spełniają się...
 

 
Mój brak wiary w siebie znowu daję się we znaki, zazwyczaj marudziłam wszystkim wkoło że jest źle,beznadziejnie że nic się nie układa ale nic mi to nie dawało... Teraz udaję, że jest dobrze... Gdy pytają co tam? Odpowiadam neutralnie, spoko jakoś leci... A tak naprawdę, czuję się jeszcze gorzej niż parę miesięcy, wyalienowana, nikomu niepotrzebna, bez pomysłu na życie, nie nadająca się do niczego... Nawet nie mam już znajomych... Kolejna przyjaciółka się zakochała, naturalnie ma dla mnie mniej czasu...A Pracy? Pfff też nie ma, jakiś tam marny staż, po którym nie mam żadnej gwarancji że mnie zatrudnią...Nie mam nic, a najbardziej brakuje mi pewności siebie i pozytywnej energii, która da mi siłę dalej żyć... Nie sądziłam,że kiedyś to powiem ale chyba zaczęło mi brakować kogoś kto by się mną opiekował, przytulał, kogoś do kogo mogłabym codziennie wracać...
 

 
Nie mam siły... Czuję się bardzo źle... Sens? Jaki sens? Moje życie nie ma sensu... O nic nigdy nie potrafiłam walczyć, zawsze się potykałam i nigdy nie dążyłam do tego czego tak naprawdę chcę, co mnie zmieni, uszczęśliwi... Zawsze płynęłam z prądem, nigdy pod prąd... Jeśli coś się nie udawało za pierwszy razem, nie próbowałam kolejny raz... Sądziłam że się nie nadaje,umiałam tylko marudzić i się zadręczać zamiast robić coś żeby było lepiej... Nie umiem podejmować decyzji, dobrych dla mnie decyzji... Zawsze wszystko muszę spieprzyć...I mam pretensje do całego świata że jest źle? Powinnam mieć do siebie, tylko i wyłącznie do siebie... Że nic nie robię by coś zmienić...Całą młodość zmarnowałam, no trochę mi jej jeszcze zostało ale k....a ja się chyba nigdy nie zmienię... Chcę tylko brać, nic nie daje, rozpieszczona, rozwydrzona, roszczeniowa generalnie jakaś pomyłka natury zabierająca ludziom powietrze...
  • awatar tak po prostu...: Dokładnie tak jak bym czytałą o sobie. Wiem dokładnie co czujesz...i coraz częsciej dochodze do wniosku że szkoda energi na walkę o zmianę....moze warto po prostu być szczęśliwym takim jakim się jest i otaczać ludźmi którzy potrafią to akceptować i kochać pomimo wszystko :)
  • awatar Valkiria !: Nigdy nie jest za późno żeby coś zmienić :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Boże, czemu tak jest? Czemu nic nie jest tak jak powinno... Wszystko mnie dobija... Sama już nie wiem czego chce, o czym marzę, co chciałabym robić... Ten brak pracy, pieniędzy, wyprowadzka z Warszawy, uzależnienie od rodziców i ten chory układ z nim... Chciałabym się usamodzielnić, ale chce ambitniejszej pracy, pracy z perspektywami, nie byle czego... Może zbyt wiele oczekuje, moze zamiast się bawić beztrosko przez te 5 lat studiów trzeba było wykorzystać ten czas na samodoskonalenie się...Nigdy nie byłam bogata, ale nigdy nie umiałam oszczędzać, może to rodzice mnie skrzywdzili tym,że w moim pięknym dzieciństwie miałam wszystko i stąd mój roszczeniowa postawa wobec życia...Wiem,że na wszystko trzeba zapracować, że nic nie ma za darmo, tylko że niestety w tym chorym świecie albo jesteś uczciwy albo masz pieniądze... No i te moje predyspozycje do wikłania się w jakieś relacje bez przyszłości, to trwa już półtora roku, kto by tak wytrzymał a ja jakoś wytrzymuje...Ale zawsze następnego dnia po spotkaniu z nim i kilka dni po tym jest mi trochę smutno, potem wracam do siebie i nie myślę o nim jako o kimś ważnym... Mam ochotę czasem powiedzieć STOP, ale będąc z nim jestem jakbym była na haju, mogę wszystko, nie myślę o tym co mnie gnębi...A ostatnio kiedy powiedział że chce żebym była szczęśliwa, zrobiło mi się tak dziwnie przyjemnie,ale inaczej niż zawsze, poczułam się dla niego ważna... To było nawet miłe, wiedzieć że poza tym że widzi we mnie tylko dziwkę, to traktuje jak człowieka, i wie że ja też mam uczucia... Z jednej strony chce zrezygnować, bo fajnie byłoby rozstać się w pokojowej atmosferze, zanim poleją się łzy, a poleją się na pewno... Ale z drugiej - z nim wszystko jest takie inne przyjemniejsze, nawet seks smakuje wyjątkowo, owszem może jest setki takich facetów a seks to nie wszystko... Ale ja nie oczekuje nic więcej, liczy się tylko dobra zabawa... A dlaczego on, dlaczego nie ktoś wolny, bo lubię żonatych facetów - no risk, no fun... Po co masz szukać, skoro z nim jest mi dobrze, nie mam zamiaru szukać i pozostać sama do czasu zanim kogoś znajdę...
 

 
Zastanawiam się czy jest wiele osób, które tak samo mocno jak mnie kręci wszystko to co zakazane, złe niebezpieczne i skąd to się k....a bierze? No skąd, wychowana w normalnej kochającej rodzinie, córka dwojga wykształconych ludzi,grzeczna i wzorowa uczennica, wyprowadza się z domu i zamienia się w w bezwstydną, zdemoralizowaną kobietę, którą uszczęśliwia taka autodestrukcja...
 

 
Chyba przechodzę jakieś załamanie nerwowe, od miesiąca pozostaje bez pracy i postanowiłam opuścić stolicę,nie rezygnując jednak z dalszego poszukiwania pracy tam. To wszystko mnie przerasta, każdego dnia budzę się zestresowana myśląc czy dobrą decyzję podjęłam czy nie. Brakuje mi siły na cokolwiek, popadłam w marazm, codziennie płaczę. Chciałabym zacząć nowe życie, móc godnie żyć i zarabiać godne pieniądze. Nigdy nie miałam pieniędzy, ale nie potrafiłam też oszczędzać. Lubię dobrze się ubrać, zjeść, wyjechać gdzieś - po prostu żyć jak człowiek, owszem lubię ten cały splendor, przepych, luksus. A teraz pieniądze są mi potrzebne jak nigdy, żeby się usamodzielnić, na rodziców za bardzo nie mogę, ale i nie chcę już liczyć. To trochę jak paradoks, bo jednak wyprowadzam się na jakiś czas do nich. Życie tu mnie przerasta, jedyna praca na którą mogę liczyć i którą mogę mieć, to praca w sklepie, knajpie albo call center zarobie tam +/- 1500zł, połowę tego muszę przeznaczyć na mieszkanie i zostaje mi 700zł. Owszem gdyby to jeszcze była praca z perspektywą awansu, podwyżki albo żebym mogła zdobyć doświadczenie, mogłabym pracować za marne 1500zł. Wiem, że zawsze początki są trudne, że nie dostanę Bóg wie czego. Owszem ktoś powie, ta praca może być tylko tymczasowa, zawsze mogę się doskonalić,uczyć, zmienić pracę, zacząć lepiej zarabiać a to jest tylko żeby móc się utrzymać. Gó....o prawda!!!!!!! Doskonalić kiedy? za co? Kiedy przychodzisz styrana jak bury osioł po 12 godzinach, a pensja starcza ledwo na utrzymanie. Nie wiem co będzie dalej, nie wiem... Jedni uważają, że podjęłam słuszną decyzję inni, że nie,że powinnam zostać tu... Przywiązałam się do tego miasta, kocham je na swój sposób, tu wszystko tętni życiem, ale co z tego że ja tu będę... Kiedy nie będzie mnie stać na nic, kiedy będę się czuła jak wyrobnik, z pracy ani kasy ani satysfakcji... Do rodziców też nie bardzo chcę wracać, jestem już dorosła 5 lat mieszkałam poza domem, nie kontrolowali mnie, są dość staroświeccy więc moje niektóre zachowania będą ich razić... Nie wiem jak długo wytrzymam... Brakuje mi siły... Wiem nie powinnam się obrażać na życie, i zachowywać się tak jakby mi się wszystko należało, powinnam pracować nad sobą i dążyć do celu... W końcu tak naprawdę jestem zwykłą dziewczyną, więc może mam za duże oczekiwania wobec życia... Może powinnam się otrząsnąć, spojrzeć prawdzie w oczy i zaakceptować tą chorą rzeczywistość... Nie liczyć na mannę z nieba, ani nagłą odmianę losu, skoro nie robię nic w tym kierunku tylko marudzę...
 

 
Dorosłość jest przereklamowana... Jesteś dzieckiem i marzysz tylko kiedy będziesz mógł o sobie decydować, zero zakazów i nakazów, wolność... Owszem ale nie do końca, jesteś ubezwłasnowolniony... Żeby żyć musisz ciężko zapierdalać, żeby starczyło Ci na czynsz, rachunki, jedzenie i inne wydatki... Zaczyna Cię to przytłaczać... Ten krok w dorosłość, kiedy musisz odciąć pępowinę, kiedy musisz zadecydować o sobie... Nie możesz przecież wiecznie liczyć na rodziców, to Ty masz zasrany obowiązek pomóc im kiedy będą starzy... Więc musisz się spieszyć, żeby być kimś musisz coś mieć, i tak naprawdę zapominasz co jest najważniejsze... A ja nie potrafię się odnaleźć, chciałabym ale to takie trudne... Wiem, że nie mogę marnotrawić swojego życia zapijając go wódką i śpiąc do południa... Nawet nie mam nikogo, do kogo mogłabym się przytulić...
 

 
zaawansowana skolioza kręgosłupa moralnego
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Szukałam prawdy i szczęścia wszędzie dookoła, w otaczających mnie ludziach, w niespodziewanych wydarzeniach, w zaćmieniach świadomości wywołanych używkami, w dalekich podróżach, w ciemności, w ucieczkach i powrotach, w piosenkach i wierszach, w namiętności, w pieniądzach, w agresji, złości i buncie.Ale przez cały czas towarzyszyło mi poczucie dziwnej pustki, która była we mnie w środku, tej podstępnej samotności, która czasem rozlewała się jak gorzki ocean i dławiła wszystkie źródła radości.Teraz wiem, skąd się brała ta pustka i samotność, to poczucie, że wciąż okrutnie mi czegoś brakuje, że mimo wszystkich powodów do radości, żyje we mnie przeraźliwy smutek."
 

 
Czy kiedyś kogoś pokocham, tak mocno że będę umiała oddać mu wszystko i wszystko dla niego poświecić... chyba nie, niby chcę ale walczę z tym żeby tak się nie stało, nie wierzę w to, nawet kiedyś ktoś się już pojawia, setki pytań, przecież nie taki miał być... Stać mnie na kogoś więcej, nie o taki mężczyźnie marzyłam, nie chcę go skrzywdzić, chce mu zaufać ale się boję, boję też zaufać sobie że zawsze będę jego... Może ja jestem stworzona tylko do lekkich, przyjemnych relacji bez zobowiązań...Smutne to...
 

 
Może czytając te wpisy ktoś powie ze nie mam serca, ale mam i to ogromne, niestety faceci których poznaję dają mi podstawę myśleć, że mieć serce się po prostu nie opłaca... Teraz tkwię w tej chorej sytuacji, amoralnej, durnej,chorej, bez jakichkolwiek uczuć...Wiem, że to złe i z jednej strony chciałabym to skończyć...ale z drugiej on ma w sobie coś czego potrzebuje... Uwielbiam te silne emocje jakie mi dają te spotkania z nim, z jednej strony brakuje mi jego obecności, chciałabym więcej częściej, chciałabym być kimś więcej a z drugiej strony wiem, że wtedy nie byłoby już tego dreszczyku emocji, tego oczekiwania podsyconego emocjami i pożądaniem, wszystko by spowszedniało... Te niby z pozoru nieciekawe dni, stabilność - każdy chce tego, chce mieć kogoś na całe życie też bym chciała, ale chyba przestałam w to wierzyć, bo nie każdy się do tego nadaje... Na pewno nigdy nie chciałabym na stałe związać się z kimś takim jak on, on zdradzałby każdą kobietę, to nie kwestia jej, bo nawet nigdy nic złego o niej nie powiedział... To kwestia jego, to on ma problem... Ma stabilizację, dom, rodzinę i nie chcę tego stracić bo to najwyższe wartości ale chce odskoczni czegoś więcej... Może to normalne, ale nie zdaje sobie sprawy, że wcale tak nie jest... To nie jest normalne, nie zakładasz rodziny po to żeby parę czy parenaście lat po ślubie ją niszczyć, tylko dlatego, że nie potrafisz utrzymać fiuta przy sobie... To jak żyjesz zależy od Ciebie, nie patrz na innych, bo wszyscy bo tak robią, bo tak już jest, bo taki jest świat, bo jeśli ona się nie dowie, to wszystko będzie ok albo więcej niż ok bo ja spełnię swoją zachciankę i wrócę do domu weselszy ale też bardzo stęskniony za żonką, która poda mi obiadek i pocałuje... Więc może warto się zastanowić, czy się po prostu do tego nadaje, nie każdy dojrzewa do tego żeby zakładać rodzinę,kochać i dbać o to... Bo życie razem to przede wszystkim obowiązki i przeważnie nie jest kolorowo, to odpowiedzialność za ludzi których kochasz, a żona nie zawsze musi być boginią seksu,i to że nią nie jest nie daję Ci podstawy żeby ją zdradzać... Jeśli się nie nadajesz, nie rób czegoś wbrew sobie na siłę, bo tak trzeba,albo ze egoizmu i obawy o to że na starość zostaniesz sam... Jeśli się nie nadajesz, to bądź sam, prowadź styl życia taki jaki Tobie odpowiada, nawet najbardziej rozwiązły i nie patrz na zdanie innych... Nie działaj wbrew sobie i nie myśl co ludzie powiedzą...
 

 
Dwa spotkania w mięsiącu to chyba za dużo... Pewnie dlatego teraz milczy, żeby ostudzić emocje i pożadąnie jakie we mnie wyzwala, żebym się za bardzo nie przyzwyczaiła i nie chciała więcej... Kiedyś jeszcze pisał, pytał co u mnie, wymieniał ze mną pikantne maile ale to tylko dlatego żeby zaskarbić sobie moje zainteresowanie, wzbudzić uczucie że jestem ważna, potrzebna, że myśli ale to była tylko gra, gra w której celem było wychowanie sobie mnie na uległą i poddaną, i udało mu się to a najgorsze że ja to polubiłam, a co najdziwniejsze nienawidziłam i nienawidzę się nikomu podporządkowywać... Ale on to co innego... Zgodziłam się na to,wiedziałam od pierwszego spotkania że ma żonę, że jest dla niego najwązniejsza, wiedziałam jak to będzie wyglądać... Traktowałam to jako zabawę, sprawiał mi przecież tyle przyjemności... A mimo to czas spędzony z nim był na wagę złota, wtedy zapominałam że nie jest "mój"... Wszystko było tak jakbym właśnie miała swojego faceta, szliśmy na kolację, rozmawialiśmy, piliśmy wino, potem seks, dużo seksu... Ale było w nim coś niesamowitego, urokliwego, pociągającego coś czego nigdy dotąd nie czułam przy żadnym facecie kiedy szłam z nim do łóżka, uwielbiałam seks z nim, nie było granic, chciałam spełniać z nim najskrytsze fantazje... I nadal chcę... Nigdy nie pomyślałam: " co ty robisz? on ma żonę, rodzinę", nigdy, raczej pociągało mnie bycie tą złą kobietą, pociągało mnie bycie kochanką o jakiej zawsze marzył... Potem zasypiając przy nim czułam się taka zadowolona, nadzy przytuleni do siebie zasypialiśmy... Wtedy momentami przechodziło mi przez myśl - dlaczego on ma ją? Czemu wcześniej się nie spotkaliśmy... Ale za chwilę, co Ty gadasz to tylko seks, nie możesz, nie wolno Ci... I ani się obejrzałam a po prostu zaczęłam powoli uczyć się funkcjonować bez uczuć... Teraz jak tak patrzę na siebie, to wiem że zniszczył we mnie tą wrażliwą część mnie, za wszelką cenę chciałam być idealna dla niego, tak jak on był moim ideałem, chociaż wiem że to iluzja, był ideałem jedynie w łóżku, przecież nie zdążyłam go poznać... Im bardziej chciałam tym bardziej broniłam się przed zaangażowaniem bo wiedziałam że każdy mój krok bliżej w jego kierunku odstraszy go i wszystko co sprawia mi przyjemność pryśnie jak bańka mydlana... I udało mi się to, ale boję się że już nigdy nikomu nie zaufam, nikogo nie pokocham bo po co? Stałam się taką emocjonalną wydmuszką, nie czuje, jedyne co we mnie jeszcze jest emocje... Ale po co się tak starałam, po co chciałam być najlepsza dla faceta dla którego byłam tylko opcją, nie priorytetem? I dlaczego piszę w czasie przeszłym? Przecież nadal tego chce? Chociaż wiem że to nie ma sensu... Jeszcze nie teraz... Uwielbiam tego drania..Wiem że nic nie jest warte takie podporządkowania, nic nie jest więcej warte niż dobre imię i czyste sumienie... Ale nie potrafię, nie jestem chyba na to gotowa i chyba podoba mi się bycie jego dziwką,lubię to... Chce to kontynuować, chce seksu,duzo seksu, żadnego związku... Nie chce obok siebie 24 godziny na dobę, nie chcę go jej zabierać... Jest już na tyle dużą dziewczynką, że wiem że nie należy mylić seksu z miłością, jedno z drugim nie mają wiele wspólnego...
 

 
Był...Pobył...I już go nie ma, na miesiąc, 2, poł roku, może na zawsze... Było cudownie jak zawsze... A teraz chce, poczuć nic... Tak nagle wyłączyć się i żyć bez wspomnień, uczuć, emocji...
 

 
Miałeś być obok, przyjechać, miało być cudownie... No tak ale ona jest pierwsza zapomniałam... Przecież ją kochasz, szanujesz,ja jestem tylko brakującym elementem tej waszej układanki, bez którego może wszystko by się posypało, ja spełniam Twoje fantazje w łóżku, zawsze jestem kiedy mnie potrzebujesz... Zawsze czekam, pachnąca, stęskniona, gotowa spełniać każdą zachciankę...Wiesz ja nie mam do Ciebie żalu, nie czuję się wykorzystana, jest ok, nigdy nic nie obiecywałeś, i wlasnie dlatego chociaż tutaj jesteś fair... Ja też nigdy na nic nie liczyłam, ... Jestem tylko zwyczajnie smutno, jestem rozdrażniona, bo podsycasz we mnie te emocje, na miesiąc przed spotkaniem a potem okazuje się że nie możesz i uciekasz do niej z podkulonym ogonem... Wtedy zastanawiam się czy lepiej być kochającą ale zdradzanà żoną, czy rozpieszczaną pozostawioną w jasnej sytuacji kochanką? O żonę się walczy, ją się szanuje ale na ile roobi się z prawdziwej miłości?? A może bo tak trzeba, bo nie ma się siły i ochoty poznawać kogoś innego, przyzwyczajać do niego i uczyć się żyć od nowa... Jest dobrze wygodnie jest do kogo wrócić, a kochanka?? To tylko seks, emocje, szaleństwo, przyjemność... Ja na razie nie chcę rezygnować, moze z kogoś innego tak ale nie z Ciebie, nie chce być z Toba, nie kaze byc najwazniejsza, chce tylko seksu z Toba...Ja na Twój widok już po minucie mam ochotę się rozebrać i nie robić nic innego tylko oddawać się cielesnym przyjemnościom...Nigdy z nikim innym nie było tak jak jest gdy jestem z Tobą, bez wstydu, bez opamiętania, chce tylko Twojej przyjemności...
 

 
Zwariuje, oszaleje, zamienię się w jeden wielki obłęd... Napisał, zaczarował, na samą myśl o spotkaniu zapomniałam o wszystkim... A teraz to nieznośne milczenie, mam czekać, a może na zawsze zapomnieć, a najlepiej zapomnieć dopóki Tobie się nie przypomni... A może źle zinterpretowałeś mojego maila, ale chyba nie jesteś aż tak ślepy i głupi żeby nie widzieć jak na mnie działasz... Odezwij się do cholery... Napisz że to koniec, nieważne co, nie lubię niejasnych sytuacji...
  • awatar tak po prostu...: Czyli jednak...nie pozwól bawić się sobą, nie on jeden na świecie i są lepsi...;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz." - nie moge
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl dla określenia siebie, swojego stanu ducha, swojego życia, określenia otaczającego świata brzmi - bezsens. Nic, kompletnie nic nie jest takie jakie powinno być - studia, praca, życie uczuciowe, status materialny, wszystko nie tak, i nic nie sprawia mi przyjemności. Studia wybrane totalnie przypadkowo, nie wniosły w moje życie ani odrobiny satysfakcji raczej ciągłe pytania cholera co mnie podkusiło, kiedy to się skończy? Praca - siedzenie i zarabianie marnych groszy żeby podreperować swój budżet, kupić ciucha i zapłacić za kurs angielskiego. Uczucia - cholera, tu nawet nie ma o czym pisać, totalna pustka, ja może nie chce ich mieć, totalnie przeświadczona o tym że i tak zostanę zdradzona, oszukana, pieprzone błędy mojego chorego z samotności serca które ciągle źle wybierało albo częściej się bało wybierać, bo do gry wkraczał rozum który ciągle powtarzał Twój mężczyzna musi być kimś, musi mieć pieniądze, pamiętaj jak ich posiadanie pomogłoby Ci czerpać choć trochę radości z życia, i tak jest gdyby były te pieprzone pieniądze brzęcząca miedz w kieszeniach i grube miliony na koncie wszystko byłoby prostsze i nie próbujcie mi udowadniać ludzie o złotym sercu żyjący ideałami że nie mam racji, mam i nie zmienię zdania... Gdybym je miała studiowałabym pewnie teraz co innego sprawiającego mi przyjemność choć w niewielkim stopniu, bo mogłabym opłacić czesne za szkołę, podróżowałabym, poznała więcej ludzi czerpała więcej przyjemności, a tak cholerne nic... A moja beznadziejność tkwi też w tym że nie potrafię zrobić nic żeby coś zrobić żeby je mieć, potrafię tylko narzekać...
 

 
Mam tego dość, nie chce nic - nie chce czuć, przeżywać, nic absolutnie nic... Mam dosyć życia jak w próżni, i nie próbujcie mi mówić że inni mają gorzej, albo że 3/4 społeczeństwa żyje podobnie jak ja, albo nawet gorzej... To dla mnie żaden argument, oni nie żyją, przepraszam oni wegetują, a może ich życie ma sens według nich, ja widocznie nie potrafię cieszyć się tym co mam, nigdy nie potrafiłam... Cholerne życie...
  • awatar tak po prostu...: Nie łam się. Może życie też się usrało. I chociaz sama tego chciałam nie wiedziałam, ze to takie trudne. Ale widocznie każda przemiana musi boleć. Przed nami nowy rok...będzie lepszy. Wierzę w to. I ty też uwierz..:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuje się fatalnie okropnie źle, mieliście kiedyś tak że nie rozumieli was nawet własnie przyjaciele, kiedy mówiłeś że wszystko jest bez sensu i do niczego nie zmierza, kiedy każdy dzień jest gorszy od poprzedniego i nie wnosi nic w Twoje szare, nudne monotonne życie, twierdzili to po co żyć? i udowadniali Ci że jest inaczej że nie wolno mi odbierać wiary innym no właśnie po co życ? nie mam innego wyjścia przecież się nie zabiję, gdybym miała to zrobić musiałabym widzieć w tym sens, a ja nie wiem co będzie potem... Nie wiem... Druga sprawa, uczucia, związki, a dokładnie wierność - mój ulubiony temat, o który odwiecznie tocze bój z moją przyjaciółką... Wierność to słowo w ogóle już nie istnieje, może pośród 5% społeczeństwa, no ok może wśród 10% doliczając te 5% zakochanych dzieciaków żyjących ideałami, wiem może jestem zgorzkniała, zła,próbuje zepsuć wszystkim coś pięknego, najpiękniejszego - uczucie jakim darzą drugiego człowieka, zabić w nich wiarę że będą sobie wierni, ale przepraszam nie potrafię w nią wierzyć, wszyscy wkoło szukają tylko okazji żeby mieć kogoś na boku, więc nie potrafię... I nie udowadiajcie mi że jest inaczej, wiem że jest garstka ludzi którym się uda, a większość z nas zostanie zdradzona i będzie żyła w błogiej niewiedzy i chyba tak jest lepiej, jak jest dobrze lepiej pewnych rzeczy nie wiedzieć... Moze też sami zdradzimy z jakiegoś powodu i będzie próbowali trzymać to w tajemnicy,bo będzie nam wstyd, bo to był tylko ten jeden raz...Jest też grupa ludzi będących w szcześliwych związkach i zdradzają bo muszą, chcą i zawsze bedą to robić... Ale dobrze że niektórzy jeszcze wierzą...Nie bede ich juz przekonywac ze jest inaczej i ze to nieuniknione, siać nihilizmu i gorczy, ale zdecydowana większość przekona się o tym i przyzna mi kiedys racje... Wiernosc nie istnieje AMEN
  • awatar tak po prostu...: Chciałabym zaprzeczyć i powiedzieć że się nie zgadzam, ale masz racje. Wierność nie istniej, bo... wierność jest nudna. Nudzimy się i przyznać to trzeba. Nie umiemy nawet gdybyśmy najbardziej na świecie pragnęli pozostać wiernymi. Oglądać tych samych ciął i zaglądać w te same oczy nie potrafimy. Pragnąc jednocześnie być najważniejsi, najbardziej idealni nie potrafimy dać tego samego drugiej osobie. Miłość to takie piękne słowo, ale ilu z nas tak naprawdę potrafi kochać?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
“Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie – to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie?”
  • awatar tak po prostu...: Tym samym można przyznać, że jedynie miłość bez wzajemności jest prawdziwe. Sama jestem tego zdania...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czasem są takie dni, takie właśnie jak ten gdy tęsknota jest silniejsza od zdrowego rozsądku, który ciągle powtarza że to koniec, koniec początku którego nawet nie było... Tęsknie przez duże T...nigdy się o tym nie dowie, nigdy mu o tym nie powiem, nie napiszę, nie wykrzyczę, bo nie chce...
  • awatar Gość: trueee <3 zapraszam do obserwowania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tęsknie za tymi kawałkami chwil które kradłam z jego życia, za jego dłońmi na moich pośladkach, za jego językiem wodzącym po moich sutkach, za jego gwałtownymi ruchami kiedy był we mnie, za tym magnetyzmem, namiętnością, dzikością... Niezwykłe to byłe- najpierw kolacja, subtelne słowa z jego ust, traktowanie mnie z ojcowską troską, a potem pieprzenie się do utraty tchu w hotelowym pokoju, dzikość i chęć bycia przy nim dziwką jakiej nigdy nie miał, chciałam być najlepsza, doskonała, żeby zapamiętał że tylko ja umiem robić m dobrze właśnie tak jak uwielbia, nie porównywana z nikim bo nikt nie robił tego jak ja...
 

 
Gdzie jesteś mój mężczyzno idealny, pachnący luksusem i władzą, mężczyzno dojrzały, doświadczony, ambitny, mężczyzno z którym mogę porozmawiać i ostro się pieprzyć, bez żadnych tabu....Taki któremu chce oddać całą siebie... Nie potrzebuje ckliwych smsow, zapewnień o milości, serduszek i kwiatów, nie w tym rzecz... Chce być dla Ciebie ważna, może nawet najważniejsza ale nie okazuj mi tego w konwencjonalny sposób... Troszcz się o mnie,otocz opieką i spraw by mi niczego nie brakowało, w sensie materialnym i nie tylko... Daj mi wszystko czego zapragnę, w łóżku daj mi spełnić każda swoją fantazję i spełniaj też moje... Daj mi się poczuć wolna, beztroska, daj mi poczucie że gdy jesteś nic nie może mi się stać, bo zawsze będziesz i pomożesz... Nie musisz poświęcać mi 24godz, wystarczy mi myśl, że mam Twoje zainteresowanie i miejsce w Twoim życiu, życiu mężczyzny który dzięki swojej inteligencji wchodzi na szczyty, osiąga sukcesy, nie boi się ryzykować, pomnaża swój ogromny już majątek, mężczyzny apodyktycznego jednak w moim towarzystwie szarmanckiego, troskliwego a w łóżku mężczyznę dzikiego, z wybujałą fantazją erotyczną, czasem prawdziwego despote... Chce Cie teraz... natychmiast... tutaj
  • awatar tak po prostu...: Nie realne....nie byłabyedyś tylko "jedyna" dla takiego mężczyzny...marzenia...są słodkie:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.